Ocalić pożądanie

Czy nie zdarzyło wam się marzyć, żeby było tak jak za pierwszym razem? Żeby po pięciu, dziesięciu, trzydziestu latach dało się poczuć motyle w brzuchu, jak wtedy, kiedy wzajemnie się poznawaliście? Żeby seks był namiętny, nasycony i żeby pachniał nowością.

Esther Perel, amerykańska psychoterapeutka, zajmuje się od ponad 20 lat poradnictwem małżeńskim i terapią rodzin. Owocem jej pracy jest wydana niedawno książka pt. „Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze”. Autorka przekonuje w niej, że to, co buduje nasze poczucie bezpieczeństwa, naszą stabilność rodzinną – poznanie się, przyjaźń, intymność i bliskość – bardzo często nie sprzyja ekscytującemu pożyciu seksualnemu. Brzmi to bardzo nieprzyjemnie, no bo jak to: przecież wszystkie te składniki udanego małżeństwa, właśnie porozumienie i bliskość, to najbardziej deficytowe towary na rynku uczuć. Jeśli wejdziemy do sauny z pięcioma przyjaciółkami z wieloletnim małżeńskim stażem, znacznie częściej usłyszymy, że przestały się dogadywać ze swoimi mężami, niż że seks jest do niczego. Do diabła z seksem, skoro „on mnie nie rozumie”. Jeśli się jednak dobrze zastanowimy, to ta „amerykańska myśl techniczna” nie jest niczym rewolucyjnym. Profesor Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” pisze, że namiętność wygasa, gdy pogłębia się intymność. Z kolei psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzesińska napisała kiedyś w jednym ze swoich felietonów, że „nie pożąda się wnętrza własnej kieszeni” – czy nie jest to więc w gruncie rzeczy to samo?

Nie dla każdej i nie dla każdego utrata namiętności będzie problemem. Istnieją takie pary, dla których spokojne, poukładane życie będzie wartością ponad wszystkie. Ale… nie wszystkim zależy na tym samym, dlatego może warto zastanowić się, jak działa namiętność.

Metamorfozy namiętności

Dawniej małżeństwo widziane było jako swoista umowa: para spotykała się, aby na korzystnych dla obu stron warunkach stworzyć dobrze funkcjonującą „firmę”, która pozwoli na wychowanie w dostatku potomstwa. Namiętność (nie mówiąc o miłości) nie była warunkiem sine qua non tego układu. Dziś sprawy mają się inaczej. Rewolucja seksualna, ruch feministyczny, wynalezienie tabletki antykoncepcyjnej pociągnęły za sobą nieodwracalne zmiany w zbiorowej świadomości. Seksualność stała się własnością jednostki, jednym z elementów naszej tożsamości. Tym, co pcha nas w stronę drugiego człowieka, jest przede wszystkim silna chemia. Każdy, kto tego doświadczył, wie, jak jest na początku: ogromne pragnienie drugiej osoby, chęć zbliżenia do niej i posiadania jej. I ogromna niepewność.

To właśnie ona i lęk przed utratą podsycają namiętność. Im bardziej relacja jest niepewna, niepoparta kontraktem (rozumianym nie tylko jako małżeństwo, ale np. jako szczera deklaracja), tym większe jest pragnienie. Im większa jest ciekawość, tym większa namiętność. Im więcej barier i przeszkód do pokonania, tym większy nasz zapał. Z tych silnych emocji wykluwają się owe słynne motyle w brzuchu. Jeśli jednak związek uzyska stabilność, para zna się już dobrze, wie, czego po sobie wzajemnie oczekiwać, i przypieczętowała uczucie sakramentalnym (bądź niesakramentalnym) „tak”, relacja powoli zaczyna przechodzić metamorfozę.

To, co sprzyja namiętności, niekoniecznie służy harmonijnemu pożyciu. Na co dzień chcemy się bowiem czuć bezpiecznie, wiedzieć, na czym stoimy, tworzymy związek oparty na porozumieniu i kompromisach. Gwałtowne emocje nie są dobrym fundamentem dla budowania domu, wychowywania dzieci. A człowiek to kontinuum, nie zawsze jest w stanie włączyć silne emocje, wchodząc do sypialni, by zaraz potem wyłączyć je, biegnąc do dziecinnego pokoju na przykład. Zwykle w tym „obiegu energetycznym” straty sytuują się po stronie sypialni. I cóż począć, skoro żyjemy właśnie w czasach, gdy udany, emocjonujący seks stał się konieczny, byśmy czuli się spełnieni? To, że we wszystkich mediach, w filmie, literaturze, a także przez psychologów jesteśmy przekonywani, że mamy prawo do szczęścia, przyjemności i dbania o swoje potrzeby, z jednej strony popycha nas do odważnego sięgania po swoje, z drugiej natomiast czyni nas seksualnymi frustratami. Bo namiętność, niestety, przemija. Czy jednak musi?Znany nieznajomy

Psychologia podpowiada nam, że jeśli nie możemy zmienić elementów rzeczywistości, powinniśmy zmienić swoje nastawienie do tego, co nas uwiera. Autorka „Inteligencji erotycznej” przekonuje nas, że pewność i stałość, które są składnikami bezpiecznego związku, a jednocześnie z czasem zabójcami namiętności, są tak naprawdę złudzeniem. Opisujemy siebie wzajemnie serią dogmatów: „on nie zrobiłby nigdy tego”, „ona zdecydowanie nie lubi tamtego”, i święcie wierzymy w to, że nasz partner będzie się zachowywał zgodnie z przypisaną mu rolą. A przecież niczego w życiu nie możemy być pewni, łącznie z tym, czy dożyjemy jutra. Tak naprawdę też nigdy nie znamy naszej drugiej połowy tak dobrze, jak nam się wydaje. Każdy nosi w sobie element nieprzewidywalnego, nawet jeśli na co dzień zachowuje się rutynowo.

Jeśli przyznamy sobie wzajemnie autonomię, prawo do tajemnicy – powróci oczywiście niepewność, ale też pożądanie napędzane tym, co nieznane. Jeśli od czasu do czasu spojrzymy na starego, poczciwego męża jak na zupełnie obcego mężczyznę, który być może ma swoje niewypowiedziane pragnienia, zapewne uda nam się poczuć tę ekscytację, która pchnęła nas kiedyś w ramiona tego mężczyzny.

Nie rozmawiajmy o tym

Ileż to razy słyszeliśmy, że dla stworzenia dobrego związku konieczne jest porozumienie. Słowa, słowa, słowa. Rozmowy, jasne deklaracje, przejrzystość i czytelne manifestowanie swoich potrzeb. Dzięki nim osiągamy bliskość, poczucie intymności. Talenty komunikacyjne to domena kobiet. To kobiety wnoszą do związku otwartość w mówieniu o emocjach, o uczuciach – rzesze psychologów twierdzą, że to dobrze. „Powiedz mi, co czujesz, porozmawiajmy o tym”, słyszymy to i czytamy w co drugim poradniku. Tymczasem ogromna część męskiej tożsamości opiera się na samokontroli i niewrażliwości. Zdolność do wyrażania (słownego) emocji nie jest cechą „prawdziwego mężczyzny”. A takiego przecież każda z nas chciałaby mieć w sypialni. Jeśli pragniemy ognistego seksu, trzeba się na to zgodzić – twierdzi Perel. Komunikacyjne ograniczenia mężczyzn często prowadzą do rozwinięcia innych, niewerbalnych sposobów narracji. Ciało może pomóc w wyrażaniu bliskości emocjonalnej. Warto mieć w pamięci, że bardzo często seks jest jedynym sposobem, w jaki mężczyzna wyraża bliskość. Zamiast się zastanawiać, czy on rozumie, co mówię, czy nie, lepiej pozwolić mu mówić, tak jak potrafi. I druga rzecz: bezgraniczne otwieranie się przed drugą osobą, mówienie jej wszystkiego jak na spowiedzi eliminuje z życia tę niezbędną tajemnicę. I może szkodzić namiętności.

Z perspektywy swojej ponaddwudziestoletniej praktyki terapeutycznej pani Perel twierdzi, że wiara w równouprawnienie, budowanie zgody, kompromis, uczciwość i wzajemną tolerancję może prowadzić do bardzo nudnego seksu. Świat erotycznych fantazji nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim.

Często bywa tak, że przedsiębiorcze i nadodpowiedzialne kobiety marzą o tym, by ich mężczyzna rządził nimi w sypialni, chcą być zniewolone. I przeciwnie: mąż, który nienawidzi, gdy żona wydaje mu polecenia w kuchni i w salonie, uwielbia, gdy dyryguje nim w sypialni. Dystrybucja władzy i kontroli jest bardzo ważnym elementem życia erotycznego. Lepiej, co sugeruje autorka, pozwolić sobie na opuszczenie stanowisk, na których się okopaliśmy. To, że pozwolimy się zakuć w kajdanki z futerkiem, nie sprawi, że będziemy niewolnikami poza sypialnią. Element lekko perwersyjnej gry (za zgodą obu stron) tylko podgrzewa atmosferę. Przekraczanie granic, łamanie tabu i tracenie kontroli – bo poddanie się własnym fantazjom to właśnie tracenie kontroli – daje nam dostęp do ogromnych pokładów namiętności. Niepoprawna wyobraźnia

Trzeba się z tym pogodzić: to, co nas podnieca, czego pragniemy i o czym fantazjujemy, często nie pasuje ani do preferowanego obrazu ja, ani do moralności, ani do ideologii, którą się kierujemy. Mężczyźni marzą o seksie z prostytutką, aby namiętniej się kochać z żoną, kobiety pragną rozkosznych chwil w ramionach brudnego motocyklisty (choć mężowie noszą garnitury od Hugo Bossa, które im same kupują) albo z psychopatycznym eks-chłopakiem, za którego w życiu by nie wyszły. Erotyczna wyobraźnia zasilana jest uczuciami dalekimi od poprawnych: agresją, zwierzęcą żądzą, infantylnymi potrzebami, władzą, zemstą, egoizmem i zazdrością. Gdyby je dopuścić do głosu, mogłyby zniszczyć związek. Bezpieczniej zepchnąć je do sfery wyobraźni. Mądrzej – potrafić czerpać z nich radość.

Jeśli zaakceptujemy własne fantazje, radośniej i pełniej będziemy korzystać z seksu. Dla niektórych par dzielenie się nimi jest elementem gry miłosnej. Jeśli zgodzimy się na to, co w nas drzemie, o niektóre rzeczy będziemy umieli poprosić. Jeśli nas to bawi, można się posunąć do inscenizacji wymarzonych scenek, odgrywać zupełnie inne role, powędrować w świat Emmanuelle. Nie ma w tym nic złego. Wyobraźnia to tylko wyobraźnia. Jak słusznie zauważa autorka, sceny gwałtu, o których fantazjują kobiety, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością: gwałciciele z fantazji są nad wyraz łagodni. Za takim wyobrażeniem kryje się często pragnienie bycia zdominowaną, bo tylko taki wyobrażony przymus wyzwala rozkosz: sama sobie na to nie pozwolę, ale przecież zostałam zmuszona.

Odmówienie sobie prawa do namiętności jest tym balastem wynikającym z purytańskiego wychowania, który kobiety dźwigają od stuleci. Bo nam nie wolno. Bo mamy być jak Matka Boska.

Spontaniczne planowanie

Wśród wielu rad Esther Perel kluczowa wydaje się jedna: dobry seks trzeba planować. Trzeba się nad nim zastanawiać, dopuścić do głosu własne pragnienia i robić, co nam się podoba. Jeśli pożądamy pożądania, czasem trzeba odstawić inne sprawy na bok i zająć się rozniecaniem ogniska, ale nie domowego, tylko w sypialni.

Planowanie nie musi być rozumiane jako brak spontaniczności (przecież nie będziemy rozpisywać całego aktu na minuty). To czekanie, pragnienie i tęsknota. Niepewność, czy się uda. Słowem, wszystko to, co sprzyja namiętności.

* Katarzyna Łycyniak – psycholog i terapeutka gabinetów Optymizm (www.optymizm.com.pl) i Specjalistyczne Praktyki Lekarskie w Trójmieście

PRAGNIENIE TAJEMNICY

Namiętność to stan silnego odczuwania emocji. W języku polskim najczęściej odnosi się do seksualności i zmysłowości. Przez psychologów opisywana – obok bliskości i zobowiązania – jako jeden z elementów miłości.

Mówimy, że osoba namiętna to taka, która się czemuś w pełni oddaje, poświęca się, ma swoją pasję, czegoś pożąda. Samo pożądanie jest funkcją ośrodkowego układu nerwowego, napędzają ją zmysły i fantazje. Pożądanie to chęć posiadania, wyraz tęsknoty za czymś, co wydaje się nieuchwytne, tajemnicze i nieprzewidywalne.

Namiętność natomiast to proces długofalowy, konsekwencja silnych emocji, potrzeba samourzeczywistniania, odnalezienia sensu w życiu, dowartościowania własnej osoby, czyli pewnego rodzaju postawa życiowa. W związku namiętność łączy się z tajemnicą, z obszarami, które na co dzień nie są penetrowane, z nieustającym pragnieniem odkrywania czegoś inspirującego. Człowiek, który żyje „odtąd dotąd”, jest przewidywalny, funkcjonuje w cyklu „praca–dom”, je obiad, kładzie się przed telewizorem, a potem idzie spać, ma monotonne życie, a wtedy bardzo trudno o namiętność. Rutyna zabija ciekawość, nie tylko erotyczną. Jeśli człowieka nie interesuje świat, nie ma w sobie chęci tworzenia czegoś nowego, nie ma pasji niezbędnej do pobudzania namiętności. Partner wzbudza w nas namiętność – im jest dla nas ciekawszy, tym usilniej chcemy go „odkryć”.

Namiętność karmi się niepewnością, tajemnicą, tym czymś właśnie, co pragniemy odkrywać. Namiętność utożsamiamy z pasją, a więc najbardziej namiętna wydaje nam się osoba robiąca coś z pasją i zaangażowaniem, mająca jakieś hobby. Aby rozbudzić namiętność, trzeba się wciąż wzajemnie zaskakiwać. To nie muszą być wielkie sprawy: ciekawe może być, jak żona przyjdzie ubrana (jeśli często zmienia kreacje) albo co znowu wymyśliła (bo tryska pomysłami na wspólne spędzanie czasu). Praca nad namiętnością w związku jest więc także pracą nad sobą: chcemy być dla partnera ciekawi, nieprzewidywalni, ale mamy też w sobie ciekawość, ten niezbędny pierwiastek twórczości. Nie tylko pięknie wyglądamy, ale też inwestujemy w siebie, rozwijamy nowe talenty, znajdujemy nowe upodobania. Jeśli nam się to uda, to namiętność w związku nie musi maleć. Ona działa jak samonapędzające się koło: im bardziej ją w sobie rozbudzamy, tym szybciej rośnie.

Powiedziałabym, że sposobem na wykrzesanie z siebie namiętności (nawet jeśli nie tli się w nas od dawna) jest zmiana, pójście inną drogą, wywołanie zaciekawienia, zdumienia. A to, jak będziemy tę zmianę realizować, jest już funkcją naszych potrzeb. Rutyna jest zabójcza dla uczuć, a co za tym idzie – również dla namiętności.

Często jestem pytana, czy przykre wydarzenia, zdrady, awantury mogą zabić namiętność. Na pewno tak, ale wcale nie musi tak być. Pamiętajmy, że namiętność to konstelacja silnych emocji, nie tylko pozytywnych (zachwyt, radość), ale także negatywnych (niepokój, zazdrość, ból, tęsknota). Jeśli odkryjemy np. zdradę, bywa tak, że paradoksalnie to przykre odkrycie może wzbudzić niepohamowaną namiętność, pragnienie odzyskania partnera. To dość typowa reakcja, choć oczywiście są to kwestie bardzo indywidualne.

Polacy są określani jako naród namiętny właśnie ze względu na naszą dużą emocjonalność: albo kochamy, pożądamy, solidaryzujemy się, albo nienawidzimy, patrzymy wilkiem i ruszalibyśmy do boju. Nasze duże zaangażowanie emocjonalne w rzeczywistość sprzyja namiętności, a to dobra dla nas wiadomość.

Dominującym elementem namiętności jest pragnienie erotyczne, jednak nie można utożsamiać namiętności tylko z potrzeba seksualną. Mimo że Polacy to namiętny naród, najnowsze badania pokazują, że tylko 10 procent osób powyżej 45. roku życia na pytanie, jak spędzają wolny czas, odpowiedziało, że się kochają. Większość ogląda telewizję, natomiast w przypadku osób poniżej 35. roku życia 33 procent osób spędza wolny czas na miłosnych igraszkach. Jak widać, czas tę namiętność gdzieś gubi. A nie musi tak być. 50–60-latkowie także mogą ją czuć. Mają w sobie życiową mądrość, bagaż doświadczeń, a dzięki temu mogą – jeśli tylko chcą – być dla siebie ciekawi, mieć zawsze coś nowego do zaoferowania, budzić pożądanie. Na taką postawę jednak trzeba zacząć pracować odpowiednio wcześnie.

Rutyna zabija ciekawość, nie tylko erotyczną. Jeśli człowieka nie interesuje świat, nie ma w sobie chęci tworzenia czegoś nowego, zabraknie mu pasji niezbędnej do pobudzenia namiętności.

Reklamy
This entry was posted in Irenka.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s