Nie chcę tego dotyku

Kobiety doskonale czują, kiedy mają do czynienia z molestowaniem seksualnym, a kiedy mężczyzna się zakochał i stara się o względy. A jednak gdy zostają przekroczone ich granice, rzadko protestują. Dlaczego? Mężczyźni dysponują potężnymi technikami dominacji, manipulacji i sprawowania władzy – mówi Majka Jaworska w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską

– Mężczyzna w pracy proponuje, abyśmy wybrali się do kina na najnowszego „Bonda”; gdy wychodzimy razem na kawę, niby przypadkiem dotyka mojego ramienia; dzwoni do mnie częściej niż inni koledzy, bo „znów ma sprawę”. Jako jedyny w pracy pamięta o moich urodzinach i kupuje tulipany. Pamiętam taki towarzyski flirt sprzed kilku lat. Czy ten mężczyzna molestował mnie seksualnie?

– Jeśli te zabiegi sprawiały ci przyjemność, akceptowałaś je, a w dodatku mężczyzna nie był twoim szefem ani bezpośrednim przełożonym, nie ma mowy o molestowaniu.

– A jeśli w biurze, w którym pracuję, mężczyzna wiesza kalendarz z nagimi kobietami i opowiada agresywne dowcipy o blondynkach…

– …i to cię razi, narusza twoje granice? Wtedy masz prawo protestować.

– Kiedy można powiedzieć, że mamy do czynienia z molestowaniem seksualnym?

– Prawo definiuje to w ten sposób: „Jest to każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności, poniżenie lub upokorzenie. Na zachowanie to mogą składać się fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy”. A więc wszystko, co odnosi się do sfery seksu, a jest nieprzyjemne i krępujące dla kobiety – dowcipy, niedwuznaczne propozycje, dotykanie, obejmowanie, aluzje dotyczące stroju, makijażu, piersi, nóg – uznawane jest za molestowanie.

Kluczowe jest tu słowo „nieakceptowane”. Chodzi o zachowanie niechciane, takie, którego sobie nie życzę w miejscu pracy. W warsztacie samochodowym mechanika, który zajmuje się moim samochodem, wisi kalendarz, który mi nie odpowiada, ale to jest prywatny warsztat. W przestrzeni publicznej sprawa wygląda inaczej.

– Feministki proszą, aby wyobrazić sobie taką sytuację, że to kobieta szefowa klepie swojego asystenta w pupę i mówi: „Kotku, zrób mi kawę!”. Niewyobrażalne. A sytuacje, gdy tak zachowuje się szef mężczyzna wobec swojej asystentki, są na porządku dziennym w polskich firmach.

– To właśnie świadczy o tym, że mamy do czynienia z dyskryminacją ze względu na płeć.

– Mężczyźni mówią, że kobiety korzystają ze swojego seksapilu w pracy, gdy jest im to potrzebne; wykorzystują łzy, kobiecą słabość, wrażliwość, żeby załatwić służbowe sprawy, a tym samym dają mężczyznom przyzwolenie na seksualną grę w miejscu pracy.

– To się zdarza. Jednak zdecydowanie częściej to kobiety są ofiarami seksualnej manipulacji. – Jak czuje się kobieta doświadczająca molestowania?

– Jest jak w potrzasku. Jeśli mężczyzna, który jest jej szefem, składa propozycję, a ona odmówi, wtedy ryzykuje utratę pozycji, przywilejów, szans na awans. Czuje się przyparta do muru, osaczona. Szczególnie w relacji szef – sekretarka albo asystentka dochodzi do pomieszania flirtu z pracą. Nie wszystkim sekretarkom to odpowiada. Jeśli w ten sposób zachowuje się główny szef, tym bardziej kobieta nie ma ruchu, no bo komu się poskarży? Oczywiście chroni ją kodeks pracy. Są prawne konsekwencje dyskryminacji ze względu na płeć. Czy opłaca się jednak wchodzić na drogę sądową? Dotychczasowa praktyka pokazuje, że nie bardzo. W naszej rzeczywistości nie ma szacunku dla takich „nieważnych” spraw. Kobiety, które zaryzykowały tę drogę dochodzenia sprawiedliwości i wygrały w sądzie, ponoszą ogromne koszty, są nielubiane, niecenione, inni się ich obawiają, nie ufają im.

– Nic dziwnego więc, że kobiety nie robią sprawy z przykrych incydentów. A może też nie wiedzą, że mogą protestować?

– W naszej kulturze dziewczynki dużo częściej niż chłopcy są zawstydzane. Dorośli naruszają ich granice, na przykład komentując przy stole to, że dorastają, że rosną im piersi. Młode kobiety nie wiedzą, że naruszanie ich granic w pracy jest przestępstwem. Nawet jeśli źle się z tym czują, nie reagują wprost, tylko nerwowo chichoczą, co zostaje przez mężczyzn odczytane jako zaproszenie. Albo protestują, ale słabiutko, cichym głosem, przepraszająco, a nawet z poczuciem winy: „Może jestem nie taka, bo tego nie lubię”. Gdy grzecznie zwrócą mężczyźnie uwagę, usłyszą: „Żartowałem, na żartach się nie znasz?”. Albo: „Co jesteś taka nieprzystępna, może faceta ci brakuje?”. Boją się, że zostaną uznane za zimne, ostre, niekobiece, za babochłopy albo cnotki. Nagabywanie, przymuszanie, ośmieszanie to sprawdzone od stuleci potężne techniki dominacji, manipulacji i sprawowania władzy. Molestowanie seksualne wpisuje się w patriarchalny porządek, w którym żyjemy. Mnóstwo tu stereotypów. Gdy kobiety nie dają mężczyznom jasnego komunikatu: „Nie podoba mi się to, nie życzę sobie, przestań”, wtedy mężczyźni myślą – bo tak im wygodniej myśleć – że kobiety lubią się tak droczyć; jeśli uśmiechają się nieśmiało i mówią „nie”, to przecież znaczy „tak”; ona chce, tylko nie wypada jej się przyznać. – Na Zachodzie studentki zamieszczają w Internecie zdjęcia wykładowców, którzy je molestują. Okazuje się, że to bardzo skuteczny sposób, który zniechęca mężczyzn.

– W Polsce wiele kobiet cierpi, ale nie zgłasza przełożonym, że są molestowane, ponieważ instynktownie czują, co się będzie działo, gdy to zrobią. Zostaje upubliczniona intymna sfera życia, co jest przykre i krępujące. Ludzie dociekają: Co też on jej zrobił? Co zaszło? Dlaczego kobiety w autobusie nie krzyczą przeciwko „macaczom”? Ponieważ przeczuwają, podejrzewają – i słusznie – że ludzie wbiją wzrok w nie, nie w niego; nie pomyślą o tym, co on zrobił, tylko co właściwie jej się przydarzyło, gdzie ją dotknął, czym go sprowokowała, czym zachęciła. W naszej kulturze to kobieta jest odpowiedzialna za sytuację seksualną. Mężczyzna co najwyżej nie może nad sobą zapanować. W tej atmosferze trudno protestować. Ale to jest konieczne. Jeśli nie będziemy protestować, nic się nie zmieni.

– Jak to zrobić? Jak w sposób jednoznaczny, stanowczy i czytelny dla mężczyzny zaprotestować, gdy przekracza granice?

– Przede wszystkim zaprzyjaźnić się ze swoją złością. Docenić ją. Naruszanie granic budzi złość. Ale w naszej kulturze kobietom nie wypada się złościć, wypada płakać. Więc kobieta płacze, jest zdenerwowana, napięta; nieprzekonująca, gdy próbuje protestować. Tylko w złości jest energia protestu. Kobieta, która słucha swojej złości, odważnie rozwiązuje swoje problemy. Czuje, że jest zła, ma dosyć i nie będzie dłużej tolerować zachowania, które jej nie odpowiada. I daje temu wyraz w sposób jednoznaczny: „Nie życzę sobie ani dowcipów, ani komentarzy, ani dotykania. Jeśli to się powtórzy, zgłoszę przełożonym”.

– Wtedy koleżanka z pracy może się przestraszyć, oburzać, odradzać: „Daj spokój”.

– Złość daje siłę, aby zaufać sobie, nie innym, wytrzymać docinki, zdziwienie. Najczęściej jest tak, że już jednorazowy stanowczy sprzeciw zniechęca mężczyzn. Unijne prawo, które nas obowiązuje, chroni kobiety przed seksualnym molestowaniem. Groźba sankcji prawnych powstrzymuje mężczyzn przed stosowaniem manipulacji i manifestowaniem przewagi ze względu na płeć. Kobiety mają prawo po swojej stronie. I coraz więcej siły, aby się bronić.

Reklamy
This entry was posted in Irenka.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s