Zdrada – tego boisz się najbardziej?

W dobie internetu i szeroko dostępnych multimediów, łatwiej jest udowodnić partnerowi niewierność. Wiadomości sms, archiwum rozmów w internetowym komunikatorze, skrzynka mailowa, a nawet, podobno banalne w obsłudze, szpiegowskie urządzenia rakietowe mogą zostać wykorzystane do zdemaskowania romansu.

W sytuacji, w której partner zarzuca nam zdradę, skupiamy się na tłumaczeniach i sprecyzowaniu alibi, zupełnie zapominając o fakcie, że przecież partner, czytając bez naszej zgody i wiedzy naszą prywatną korespondencję, narusza naszą prywatność i jest niezgodne z prawem. Zdania na temat monitorowania zachowań partnera są podzielone – część z nas uważa, że jest to swego rodzaju partnerska inwigilacja, część natomiast, twierdzi że parter ma prawo wiedzieć, co pod jego nieobecność robi ich druga połówka.

Wątpliwości nie budzi fakt, że coraz więcej osób prywatnych korzysta z urządzeń monitorujących. Dzisiaj nikt już nie przeszukuje kieszeni, w poszukiwaniu zakazanych listów miłosnych i nie szuka śladów szminki na mężowskiej koszuli. Naukowcy prześcigają się w tworzeniu wynalazków, które pozwolą partnerom na nieustanną kontrolę drugiej połówki. Mistrzami w tej dziedzinie są Japończycy – dla przykładu – ich wynalazek, rakieta wielkości puszki coca-coli z zamontowanym spadochronem, jest wysyłana w powietrze na wysokość kilku tysięcy metrów. Urządzenie robi zdjęcia, które później wysyłane są do właściciela sprzętu. Taki gadżet kosztuje około 2,5 tys. zł. Podsłuchy, pluskwy i nadajniki są szeroko dostępne również w e-sklepach – prosty w instalacji podsłuch możemy kupić za około 100 zł. Na popularności zyskują także key-logi –programy monitorujące każdy stuknięcie w komputerową klawiaturę. Niektórzy uważają, że to pomysłowe i pożyteczne „zabawki”, inni – że korzystanie z podobnych urządzeń i oprogramowania ogranicza wolność partnera, który wciąż znajduje się pod tajnym nadzorem.
Nic niewarte reguły

Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszych czasach śledzić możę każdy – pozostaje tylko kwestia naszej moralności i… prawa karnego. Czytanie cudzej korespondencji bez wiedzy i przyzwolenia adresata jest nie tylko nieetyczne, ale również niezgodne z prawem. Kiedy jednak w grę wchodzi zdrada, dla wielu z nas ogólnie przyjęte reguły przestają mieć znaczenie. Wystarczy jeden sms o dwuznacznej treści, odczytany przypadkiem z komórki partnera, aby zacząć snuć sieć podejrzeń. Słowa, które nie są osadzone w konkretnej sytuacji lecz często wyrwane z kontekstu, mogą spowodować, że dotąd w spokojnym związku, rozpęta się burza. – Kolega z pracy mówi do mnie „słoneczko” – nikt z pracy się temu nie dziwi, gdyż kolega ma taki zwyczaj – inne koleżanki nazywa żabciami, papużkami lub ptaszynkami, i wszyscy do tego przywykli, gdyż jest on pod tym względem zwyczajnie „niereformowalny”. Dla mojego męża ten fakt stał się jednak nie do zaakceptowania – pisze Inez (26 l.) – pracownica agencji prasowej. Kiedy odczytał wiadomość na mojej służbowej komórce, zrobił mi awanturę i zapytał czy mam romans – zbulwersowałam się – przecież sama go prosiłam, aby sprawdził, co to za wiadomość, bo miałam zajęte ręce. Czy zrobiłabym tak, gdybym miała coś na sumieniu?

Podobną sytuację opisuje Marzena (28 l.) – Kilka miesięcy temu miałam wyjazd służbowy – poznałam na nim szefa jednego z oddziałów firmy, któremu wpadłam w oko. Po powrocie do domu otworzyłam laptopa i poszłam wziąć prysznic. Kiedy wróciłam, zastałam męża z laptopem na kolanach. – Możesz mi to wytłumaczyć? Brzmiało pytanie. Kiedy odczytałam maila o treści – „Zachwyciłem się tobą, czy jeszcze kiedyś się spotkamy, czy to już koniec naszej znajomości?” Szef zrobił mi „niedźwiedzią przysługę”. Naprawdę ciężko było mi wytłumaczyć, że wcale o takiego maila nie prosiłam i jestem równie zaskoczona, jak mąż.

Kryzys zaufania?

Czy jesteśmy bardziej podejrzliwi niż niegdyś i czy mamy do czynienia z kryzysem zaufania do partnera? Gdybyśmy mieli polegać na danych dostarczonych przez agencje detektywistyczne, musielibyśmy dojść do wniosku, że z naszą ufnością w miłość i wierność partnera nie jest dobrze. Coraz więcej Polaków zgłasza się o pomoc do agencji w celu zebrania dowodów zdrady – według Asvalii, jednej z najstarszych takich agencji w Polsce – z usług detektywistycznych korzysta nawet trzykrotnie więcej osób, niż w poprzednich latach. Klienci są gotowi zapłacić każdą cenę za przyłapanie partnera na gorącym uczynku. A pomoc detektywa z licencją słono kosztuje – w zależności od złożoności sprawy, za dostarczenie dowodów w postaci nagrań dźwiękowych, zdjęć lub filmów wideo zapłacimy około 6 tys. zł. Do tanich usług nie należy również zainstalowanie odpowiedniego oprogramowania na komórce lub komputerze partnera Pozostaje tylko pytanie, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć w naszych detektywistycznych zapędach i czy będziemy w stanie pogodzić się z wynikami, naszego – jak by nie było – śledztwa.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s