Czym właściwie jest fascynacja?

Emocją? Stanem ducha? Zjawiskiem? Zapewne wszystkim po trochu. Jej istotę zgrabnie uchwyciła pisarka Susan Sontag, określając ją „przeciwieństwem nudy”

Fascynacja nie jest prostą emocją. Składa się z wielu komponentów, które się ze sobą mieszają i zmieniają swoje natężenie. Jakie to składniki? Na przykład radość, podniecenie, chęć poznania, ciekawość, zauroczenie, upojenie. Kiedy coś nas fascynuje, poświęcamy temu uwagę, myśli, czas. Chcemy, by wypełniało nasz świat. Gdy fascynacja jest gwałtowna, pojawia się nienaturalna ekscytacja i pewien rodzaj emocjonalnej nadwrażliwości. Jeśli obiektem fascynacji jest osoba, interesuje nas wszystko, co jej dotyczy – sposób, w jaki mówi, porusza się, jak zakłada nogę na nogę. W przypadku wielkiej fascynacji w mózgu zaczynają się wydzielać te same substancje, które pojawiają się, gdy kogoś pożądamy.

To, co pozornie inne

Fascynacja sprawia, że zaczynamy się interesować drugą osobą, jest wstępem do zakochania. Poznajemy kogoś, kto nas intryguje i zadajemy sobie pytanie: „Co on w sobie ma, że nie możemy przestać o nim myśleć?”. Zwykle jest to odwrotność tego, co sami reprezentujemy, bo najbardziej fascynuje to, co inne, nowe, obce. Nieznane może nawet lekko niepokoić, ale wciąż (a może nawet tym bardziej) pociąga.

Ktoś kiedyś powiedział, że powód, dla którego zaczynamy być z jakąś osobą, często staje się przyczyną, dla którego po jakimś czasie się z nią rozstajemy. Tak może być, gdy związek zaczyna się od fascynacji odmiennością. Wyobraźmy sobie na przykład mężczyznę – urodzonego pesymistę, lekko gnuśnego, flegmatycznego. Któregoś dnia spotyka kobietę – wesołą, potrafiącą cieszyć się każdą chwilą. Jej umiejętność czerpania radości z niczego fascynuje go, bo sam chciałby taką posiadać. Będzie, więc dążyć do kontaktu, by być bliżej jej wspaniałych właściwości. Wyobraźmy sobie dalej, że obydwoje rzeczywiście się do siebie zbliżą, zakochają i zaczną wspólne życie. Mijają jednak, powiedzmy, dwa lata i nasz ponurak nie jest nagle w stanie znieść swojej drugiej połówki. Ona coraz częściej słyszy: „No nie, kolejny spacer? Po co ty tyle jeździsz na rowerze? Jak to, znów idziemy do kina?!”. W końcu albo się rozstaną (zmęczeni innością partnera często wybieramy właśnie taki wariant), albo przetrwają, ale tylko jeśli jemu udzieli się energia partnerki. Bywa bowiem i tak, że czyjaś radość życia może być dla nas tak ożywcza i zaraźliwa, że będziemy korzystać z niej jak ze swego rodzaju różowych okularów, przez które świat będzie wyglądać zupełnie inaczej.

Zdarza się też, że fascynuje nas w drugiej osobie coś pozornie odmiennego, ale na głębszym emocjonalnym planie pokrewnego, tylko do tej pory nieodkrytego. Wtedy związek ma jeszcze większe szanse na przetrwanie.

Wypełnić deficyt

Przyciągają nas i fascynują nie tylko przeciwieństwa. Zapytani, co powinien mieć w sobie ktoś, by się nam spodobać, odpowiadamy: to coś. I choć pewnie każda z przypadkowych 100 osób owo „coś” zdefiniowałaby na swój sposób, to w pewnych punktach wszyscy byliby zgodni. To, co nas łączy, to m.in. potrzeba miłości, bliskości, bezpieczeństwa, bycia akceptowanym i samorealizacji. Oprócz tego mamy też pewne niezaspokojone, bywa, że głęboko ukryte, potrzeby emocjonalne i naszą fascynację wzbudzają osoby, które mogą – według nas – je zaspokoić, wypełnić nasz deficyt. Zwykle jednak ulegamy złudzeniu. Najczęściej tylko tak się wydaje, że obiekt naszej fascynacji może nam dać to, czego potrzebujemy. Innymi słowy, dokonujemy na niego projekcji własnych oczekiwań i wyobrażeń. Nasza tęsknota za spełnieniem jest tak wielka, że na początku widzimy u partnera cechy, których nie posiada. Niestety, po gwałtownej fascynacji przychodzi zwykle rozczarowanie.

Podobny do ojca

Każdy nosi w sobie pewne archetypy. Dlatego fascynuje nas ktoś określony przez taki wewnętrzny wzorzec, nawet jeśli zupełnie nie jest w naszym typie. Pierwszym mężczyzną w życiu każdej kobiety, tym, który kładzie podwaliny pod powstanie tego archetypu, jest jej ojciec. I niezależnie od tego, jak się sprawdził w tej roli, staje się także jej pierwszą miłością. A za nią podążamy stale w naszym dorosłym życiu. Nawet, jeśli ojciec nie był dla nas dobry. Wtedy naszą fascynację mogą budzić osoby, które niosą ze sobą pierwiastek uczuciowego zagrożenia – zadadzą nam ból czy skrzywdzą. Poczujemy więc coś, czego już kiedyś doświadczyliśmy w emocjonalnym związku i teraz podświadomie kojarzymy to jako jego podstawę. Niektóre kobiety wybierają na partnerów tzw. drani. To znaczy, że jakiś drań funkcjonował już kiedyś w ich życiu, tylko w innej roli.

Jak ćmy do świecy

To, jak szybko rodzi się w nas fascynacja i jak długo trwa, zależy w głównej mierze od wieku. Płomień zachwytu w duszy młodej, jeszcze niedojrzałej emocjonalnie osoby, może być pozbawionym kontroli pędem w jakimś kierunku. Młody, rozgorączkowany człowiek, który ze swej natury jest istotą poszukującą, eksperymentującą, chce jak najszybciej wskoczyć w to, co go fascynuje – nawet, gdyby miał się spalić. Nie podejmuje racjonalnych decyzji, bo jego fascynacja nie podlega kontroli rozumu. Czasem bywa to groźne w skutkach. Przykładem jest młodzieńcze zainteresowanie różnego rodzaju sektami.

Ktoś starszy i emocjonalnie dojrzalszy zapala się wolniej. Jego fascynacji jest bliżej do ciekawości, zainteresowania i chęci poznania niż emocjonalnego naporu. Dojrzały człowiek mówi: „fascynujące”, kiedy ma na myśli coś, co jest interesujące, bardzo ciekawe, warte poznania. Potrafi również przyjrzeć się swoim emocjom z dystansem, może się czymś fascynować spokojniej i dłużej, bo u niego często przeradza się w hobby.

Z kwiatka na kwiatek

Niektórzy rzadko ulegają fascynacji, nie rezonują ze światem. Inni robią to bez przerwy, często zmieniając jej obiekt. Od czego to zależy? Trochę od temperamentu, a trochę od naszego indywidualnego zapotrzebowania na bodźce. Osobom, które do normalnego funkcjonowania potrzebują ciągłej stymulacji, by czuć, że żyją, niezbędny jest pewien stały poziom ekscytacji. Wszystko jedno, czy skoczą na bungee, czy przejadą się motocyklem z prędkością 200 km/godz. Dla nich ważne jest tylko to, by poziom stresu był wysoki.

Duże zapotrzebowanie na bodźce może też świadczyć o wysokim poziomie wewnętrznego niepokoju. Przeskakiwanie od jednej fascynacji do drugiej jest oznaką emocjonalnej niedojrzałości. Zapalając się raz po raz do nowej rzeczy, usiłujemy nie dopuścić do głosu skrywanych i bolesnych emocji. Ukrywając się za podnieceniem, unikamy konfrontacji z tym, co nas niepokoi. To samo dotyczy osób, które się zakochują, ale nie przechodzą do kolejnej fazy, tylko kończą związek i wpadają w następną, opartą na czystej fascynacji, znajomość. Inaczej musieliby spokojnie przyjrzeć się sobie, drugiemu człowiekowi i temu, co ich łączy. Aby stworzyć z kimś trwały związek, musimy przekraczać swoje granice. O wiele łatwiej, przyjemniej, a dla niektórych bezpieczniej, unikać konfrontacji z szarą rzeczywistością i – skacząc z kwiatka na kwiatek – udawać, że nasze życie jest kolorowe i szczęśliwe. Uwaga, od ciągłego poszukiwania można się jednak uzależnić.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s