Być jak Superman

Anna Golan
Moi pacjenci, gdy zaczynają zdrowieć, nie chcą mieć żadnych „związków”. Chcą mieć żonę i dzieci. Chcą wybudować trwałą relację, w której będą się mogli realizować jako mężczyźni. Chcą się opiekować swoimi kobietami i dziećmi. Wtedy wszystko wraca do jakiegoś porządku rzeczy – mówi psychoterapeutka Lubomira Szawdyn.

Jolanta Białek: – Wydaje się, że współcześnie zmienił się model męskości. Już trzydzieści lat temu Danuta Rinn pytała w piosence: „Gdzie te chłopy, orły, sokoły, herosy”?
Lubomira Szawdyn: – To jest głupia piosenka. I krzywdzi mężczyzn, upycha ich do wora z etykietką nieudaczników, zresztą, ośmiesza też kobiety. Aż dziw, że zdobyła taką popularność. Nie warto o niej mówić. A jeżeli chodzi o wzorzec męskości – to on się nie zmienił. Zmieniło się życie. Ta ciągła gonitwa i pośpiech, pogoń za dobrami materialnymi zabija obie płcie. Przez pięć dni w tygodniu to nie są ani mężczyźni, ani kobiety, tylko jakieś zasoby ludzkie. W weekend nabierają trochę człowieczeństwa, nawet fajne role spełniają przez chwilę – jeśli oczywiście nie zdążą się upić czy zaćpać – a potem znowu kierat. To jest szaleństwo.

Ale przecież muszą zarabiać, żeby utrzymać rodziny.
– To nie ma nic wspólnego z rodziną. To jest pogoń za luksusem. Świat, który oglądam oczami moich pacjentów jest przerażający i niesłychanie bolesny. Do mnie przychodzi bardzo dużo ludzi uciekających z dużych korporacji. Mężczyźni próbujący tam być mężczyznami, chcący założyć rodzinę, mieć dzieci, natychmiast są kasowani przez młode wilki, wykorzystujące każde potknięcie – liczy się tylko wyścig, rywalizacja, donosy, korupcja. Włosy stają dęba na głowie. A człowiek nie jest do tego stworzony, człowiek jest stworzony do tego, żeby żyć. A tam mężczyzna wykastrowany jest ze swojej męskości, która polega przecież na byciu mężem i ojcem. Wsadzony jest w garnitur singla, bo tylko singiel może zrobić karierę – i po prostu obumiera. Idąc do korporacji, automatycznie blokuje możliwość swojego rozwoju w życiu. Nie można mieć 24 godzin zajętych pracą i jednocześnie znaleźć czas na życie. Młodzi mówią: pójdę tylko na parę lat, zdobędę doświadczenie, będę miał świetne CV. Ale jak posmakują tego smrodu kasy i smrodu władzy, i tego obrzydliwego smrodu posiadania, to pozostają w tym diabelskim kręgu i jałowieją. Tylko niektórzy przychodzą do mnie, szukając pomocy.

Z jakimi problemami obecnie zgłaszają się mężczyźni? Czy coś się zmieniło w ciągu tych czterdziestu lat Twojej praktyki?
– W tej chwili po prostu zalewa mnie hazard i seksoholizm. Za każdym razem jest taki sam scenariusz: nie mogę spać, jestem cały czas poirytowany, nie mogę wytrwać w jednym związku, każdy mi się rozpada, nie mogę sobie poradzić w pracy, mam wahania nastroju, raz jest dół, raz jest góra, nic mi się nie chce, mam kłopoty z koncentracją uwagi. Z tym przychodzą mężczyźni.

Nie wiedzą, że są uzależnieni?
– Nie mają zielonego pojęcia, że są seksoholikami. To, że biegają od agencji do agencji, że mają przypadkowe kontakty seksualne, że płacą prostytutkom – zwalają na karb nadmiernej pobudliwości: już taki jestem, ale to nie jest uzależnienie przecież. Ostatnio miałam wstrząsające spotkanie z żonami seksoholików. Trudno sobie wyobrazić życie z kimś, kto myśli tylko o jednym, kto onanizuje się kilkanaście razy dziennie. A przecież w tych domach są też dzieci, one to widzą. Seksoholizm upadla człowieka bardzo szybko, zamienia go w przedmiot. Ci mężczyźni nie mogą pracować, nie mogą żyć normalnie, bo obsesyjne myślenie tylko o swoim penisie i o rozkoszach seksualnych bardzo szybko zabija mózg.

Każde uzależnienie do tego prowadzi.
– Ale przy uzależnieniach dotyczących popędów dzieje się to błyskawicznie. Od razu są zaburzenia koncentracji i wszelkie przebłyski kreatywności gdzieś się zapadają. Człowiek dotychczas bogaty intelektualnie i wewnętrznie – staje się pusty, jego myślenie zawęża się do jednego tunelu, idzie torem wyuczonych, automatycznych czynności. Nie jest w stanie skupić się na niczym innym.Seksoholizm to nowe uzależnienie, czy o tym się po prostu nie mówiło?
– Seksoholicy byli zawsze, ale mówiło się: dziwkarze, puszczalskie. Był inny język. Były osoby bardziej pobudliwe seksualnie, które potrzebują więcej przyjemności erotycznych. Później byli erotomani. A potem pojawił się przemysł erotyczny, generujący ogromne pieniądze. Cały rynek wizualny, medialny zachęcający, stymulujący – nie wszyscy potrafią się temu oprzeć. Kiedyś niektórzy mężczyźni od czasu do czasu „szli na baby” albo mieli „skoki na boki”, a w tej chwili przy tym zalewie seksu bardzo cienka jest granica, kiedy już skok zamienia się w przymus skakania.

A może to nie tylko rynek? Może to tkwi we wzorcu samca, udowadniającego swoją męskość ilością odbytych kopulacji?
– Tego typu wzorce istnieją w świecie zwierząt. A my jesteśmy ludźmi. Powinniśmy kierować się określoną hierarchią wartości. Jeżeli jestem w zgodzie ze sobą, w zgodzie ze swoimi normami społecznymi i rodzinnymi, to mi do głowy nie przyjdzie zajmowanie się swoim siusiakiem. A jak nie mam wartości, to gonię za posiadaniem i żądzą. Ta żądza zrobienia sobie dobrze, pogoń za przyjemnością napędza wielu ludzi. I mimo że psychologia, socjologia, filozofia mówią, że to szczęścia nie daje – nikt tego nie słucha.

Bo ludzie mówią: życie jest krótkie, trzeba czerpać pełnymi garściami.
– To jest prawda i ja to też ciągle powtarzam. Ale nie można krzywdzić innych, nie można krzywdzić siebie. Nie można ani innych, ani siebie uprzedmiotawiać. Trzeba być podmiotem i wiedzieć, kim się jest. Wiedzieć, po co się żyje.

A kim jest prawdziwy mężczyzna? Po co żyje?
Wychowana jestem w patriarchacie. Mężczyzna w naszym domu – ojciec – był najważniejszy. Był głową rodziny.

Był najważniejszy tylko dlatego, że był mężczyzną? Czy był najważniejszy, ponieważ miał jakieś specyficzne cechy? Co to znaczy, że był głową rodziny?
– W domu uzgadnialiśmy różne sprawy, plany, zamierzenia, ale i tak ostatnie, najważniejsze słowo należało do taty. Zarówno jeśli chodzi o plany dzieci, jak i plany dorosłych w domu. Mama i babcia zawsze mówiły: spytamy tatę, jak wróci. Był stałym układem odniesienia i to on dawał nam poczucie bezpieczeństwa.

Dawał Wam poczucie bezpieczeństwa poprzez jasno określoną rolę ojca, czy poprzez swoją postawę?
– Między słowami i postawą ojca nie było żadnej sprzeczności. I to było najważniejsze. Nie było żadnego znaku zapytania. My nie mieliśmy nigdy wątpliwości, jak należy postępować, bo ojciec sobą nam to pokazywał. Wyniósł ze swojego domu określony system wartości, dość wcześnie musiał być samodzielny i przyjąć odpowiedzialność za siebie, musiał sobie w życiu poradzić z dala od domu. To był doświadczony, mądry człowiek, który z niejednego pieca jadł chleb, bardzo dużo wiedział. W sposób żywy interesował się wszystkim, co się z nami dzieje, ale i tym, co się dzieje wokół nas. Nie było takiej budowli w Warszawie, której by nam nie pokazał. Nie było tygodnia, by nas nie zabrał do jakiegoś muzeum, tygodnia bez rozmów na temat historii, współczesności, ale i przyszłości. Uczył nas jak żyć, dzielił się z nami swoim przeogromnym doświadczeniem, pokazywał całym sobą, jak należy, co trzeba, czego nie wolno. My to wiedzieliśmy nie tyle z jego słów, ale z tego, jakim był człowiekiem i co robił. Zawsze był układem odniesienia – żeby oceniać wszystko sprawiedliwie, żeby szanować, żeby kochać, żeby być przyjacielem innych ludzi, żeby odróżniać dobro od zła. Od tego był.I znajdował na to wszystko czas? Przecież dużo pracował, wyjeżdżał w delegacje?
– Oczywiście, że znajdował. Wiedzieliśmy, że jesteśmy dla niego najważniejsi. Mama była człowiekiem wielkiej dobroci, ale była nieco lękliwa, zachowawcza i miała taką aberrację w kierunku „poświęcactwa”. Ojciec natychmiast to wyłapywał i pokazywał: to już nie jest zapobiegliwość i opiekuńczość, tu jest granica. Zostaw to, zadbaj o siebie – powtarzał mamie.
Był prawdziwym mężczyzną, potrafił się zdystansować, umiał to wszystko wyważyć, panował nad czasem. Miał czas na pracę, czas na swoje zainteresowania, czas dla nas, czas dla swoich przyjaciół, nie tylko tych w Warszawie. I nas do nich zabierał, pół Polski w ten sposób zjechaliśmy. Mama się obawiała: taka daleka podróż, ojej, może dzieci zostaną. A ojciec był nieugięty: niech jadą, niech zobaczą. Był odważny i tę odwagę nam wszczepiał, wszędzie nas ciągnąc ze sobą. Żebyśmy nauczyli się być z ludźmi, żebyśmy poznawali nowe miejsca, żebyśmy też byli odważni. Mama, babcia, pani, która pomagała mamie – były płochliwe, ciągle obawiały się, co ludzie powiedzą. A ojciec powtarzał: Nieważne, co o nas powiedzą, byleby mówili, bo jak przestaną o nas mówić, to znaczy, że przestaliśmy być dla nich ważni. Tego typu hasła dodawały nam odwagi, żeby się nie bać ludzi. Bo żeby być z ludźmi blisko, to trzeba z nimi czegoś doświadczyć.

I te doświadczenia jakoś zaprocentowały?
– Tak. Powiem tylko o jednym. Nigdy nie miałam problemów w relacjach koleżeńskich z mężczyznami w szkole, na studiach i później w pracy. Patrzyłam na nich przez pryzmat relacji z ojcem i bratem, dlatego nie byli dla mnie obiektem seksualnych uniesień czy dziewczęcych westchnień.

Czego szukasz w mężczyźnie?
– Mężczyźni są silniejsi fizycznie. Ja jestem słabsza i potrzebna jest mi ta męska siła, bo wtedy czuję się bezpieczniej. Mężczyzna powinien chronić, dawać poczucie bezpieczeństwa, fizyczne i psychiczne. Nie jestem malutką kobietką, ale czuję się bezpiecznie, gdy obok mam mężczyznę, na którym mogę polegać, o którym wiem, że będzie mnie chronić, że będzie mnie wspierać. Nie chodzi o to, że mężczyzna musi być herosem, który się nigdy nie boi, ale żeby mimo lęku walczył, gdy jest taka konieczność.Czyli prawdziwy mężczyzna musi mieć w sobie coś z Supermana?
– W Supermanie oprócz siły była też wrażliwość i delikatność. Oglądanie świata oczami mężczyzny bardzo wzbogaca kobiety. Bo w nas, oprócz różnic biologicznych, głęboko tkwią różne wzorce kulturowe bycia kobietą czy mężczyzną. Kobiety nie wędkowały, nie chodziły na łowy – to robili mężczyźni. I tu nie chodzi tylko o polowania, ale o bycie w centrum przyrody, wsłuchiwanie się w nią, rozumienie. Prawdziwy mężczyzna nie jest snobem, który za ciężkie pieniądze jedzie do Afryki ustrzelić antylopę. Jemu wystarczy ustrzelić zająca, bo robi to dlatego, że na świątecznym stole w jego rodzinie zawsze był pasztet z zająca. I taki ktoś jest nie tylko łowcą, ale przede wszystkim strażnikiem tradycji, nauczycielem tożsamości, własnych korzeni. Jest tym, kim mężczyzna powinien być.

To jest taki stereotyp męskości: łowca, zdobywca.
– Bo we wzorcach jest mnóstwo stereotypów, na przykład że mężczyzna to siła, logiczne myślenie, szybkość decyzji, racjonalność, a kobieta to słabość, refleksyjność, serce, dusza… A ja, robiąc specjalizację z psychiatrii, poznałam fantastycznych mężczyzn, w całym tego słowa znaczeniu, którzy z anielską cierpliwością wysłuchiwali pacjentów cierpiących psychicznie, stawiali rewelacyjne, niemal filozoficzne diagnozy, bardzo wrażliwych, współczujących. Tu znalazłam drugą część taty, tę od pokazywania nam przyrody, sztuki, tę bardziej poetyczną, wrażliwą, filozoficzną. Bo męskość i kobiecość wyznaczają te same cechy, tylko w różnym natężeniu. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kim się jest, żeby zaakceptować w sobie i siłę, i wrażliwość.

Ojciec był dla Ciebie wzorem męskości. Czy szukałaś mężczyzny podobnego właśnie do niego?
– Przede wszystkim jakoś sobie nie przypominam, żebym szczególnie szukała jakiegoś mężczyzny.

Ale musiałaś się zastanawiać, jaki będzie ten Twój przyszły ukochany. Każda dziewczyna o tym myśli.
– To ja nie byłam taką dziewczyną. W ogóle się nad takimi sprawami nie zastanawiałam. I nie wiem, czy dlatego, że uwielbiam nie wiedzieć i wolę niespodzianki, wolę na bieżąco we wszystko wchodzić. Lubię być, doświadczać, odkrywać, a nie żyć wedle jakiegoś obrazu i potem go weryfikować z rzeczywistością. Uważam, że to jest nudne, nie chce mi się tego robić, więc nie miewam takich obrazów. I nie wzdychałam, że chcę mieć na przykład takiego jak Gerard Philipe, albo jak Jasio Himmilsbach. Miałam kumpli, kolegów, z niektórymi granice przyjaźni przechodziły we flirty, romanse. A decyzję o małżeństwie popełniłam z wielkiej miłości, wszystko mnie fascynowało w moim ukochanym.

Kiedyś role społeczne były jasno wyznaczone i określone, one też wyznaczały tor ludzkich działań mężczyźnie i kobiecie. Jeżeli teraz tego nie ma, no to łatwo się pogubić. Czym jest męskość według Ciebie?
– Męskość to odpowiedzialność za poprowadzenie do ołtarza osoby, z którą chciałoby się założyć rodzinę, żeby mieć dzieci oraz w razie potrzeby poprowadzenie grupy społecznej do obrony kraju. To jest dla mnie męskość. W czasie pokoju mężczyzna powinien opiekować się rodziną, troszczyć się o nią, a gdy przychodzi zawierucha – bronić swojego gniazda. Męskość to nie są cechy, to jest postawa.Według najnowszych badań prawie 50 procent związków w Polsce to są tak zwane związki nieformalne. A Ty mówisz o prowadzeniu do ołtarza.
– Słucham moich pacjentów, którzy mają różne problemy, ale gdy się już wyleczą, to nie chcą mieć żadnych „związków”. Chcą mieć żonę i dzieci. Chcą wybudować trwałą relację, w której będą się mogli realizować jako mężczyźni. Chcą się opiekować swoimi kobietami i swoimi dziećmi. Wszystko wraca do jakiegoś porządku rzeczy: wkładają z powrotem w spodnie to, co powinni tam mieć, w serca to, co powinni mieć, dbają o swoją duszę i to wszystko rozkwita. A wtedy też wokół nich od razu pojawiają się ludzie, którym również na tym zależy, bo ludzi łączy ta wspólna hierarchia. Dlatego ja tak dużo mówię zawsze o budowaniu więzi. Gdy jest więź, nie muszę szukać środków zastępczych, nie muszę szukać usprawiedliwień dla tego, co robię. Nie muszę szukać używek, które mnie znieczulą.

Wydaje mi się, że stereotyp męskości zawierał ten element używania. Wiadomo, mężczyzna musi wypić, zapalić, uderzyć…
– Może rzeczywiście taki stereotyp był, ale to się zmieniło. Zmieniło się też picie. Teraz świadomość społeczna została zamalowana zwyczajem picia śródziemnomorskiego. Kiedyś się mówiło, że trzeba dać pół litra, żeby coś załatwić, a w tej chwili mówi się o sympatycznej kolacji, spotkaniu biznesowym. Alkoholicy dosyć długo funkcjonują na wysokich, prestiżowych stanowiskach, robią duże pieniądze. Ale piją w warunkach służbowych i w służbowych warunkach umierają. Jest inna wódka, inne picie, ale piją dużo za dużo. I się usprawiedliwiają: „Przecież we Włoszech czy Francji pije się codziennie, to i nam nie grozi alkoholizm”. Mechanizm generalizacji zwyciężył świat i nikt nie zastanawia się, że mnie może zaszkodzić to, co nie zaszkodzi Francuzowi czy Norwegowi. Wszystkiego musimy spróbować, wszystko zjeść, wszystko wypić, wszystko mieć, wszystkiego użyć i coraz więcej, więcej, bez opamiętania. I ciągle szukamy winnych gdzieś tam, byleby nie w sobie.

Prawdziwy mężczyzna potrafi zmierzyć się i ze złym światem, i ze złem w sobie. Jeżeli jest tak, jak Ty mówisz, to znaczy, że nie ma prawdziwych facetów. Są same baby, użalające się, skarżące się na wszystko.
– Kategorycznie nie zgadzam się z wizerunkiem baby, która się użala. To, że ktoś się użala nie jest związane z płcią. Osoby, które się użalają, to są stuprocentowe kosmiczne lenie. Nie chce im się zrobić porządku ze sobą, nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje życie i życie bliskich. Wygodnictwo i lenistwo: to nie on, to Leon, to nie on, to jego potrzeby. Dla mnie potrzeby sprowadzają się do fizjologii – to jest głód i wypróżnienie, nad resztą mogę mieć kontrolę, dokonuję wyboru zgodnie ze swoją hierarchią wartości i tym się różnię od zwierząt. To uświadamiam pacjentom, odzieram ich ze złudzeń i usprawiedliwiaczy. Wtedy zaczynają zastanawiać się nad sobą i pojawia się chęć bycia na powrót człowiekiem.Nie czujesz się czasami jak ten Syzyf, patrzący z góry na spadający głaz…
– Nie. Pomagam tym, którym mogę pomóc, ratuję tych, których mogę uratować. Jestem takim dinozaurem – siedzę i piszczę cienkim głosem, pokazując ludziom nieszczęście, które sobie fundują na własne życzenie. Niezależnie od tego, czy są kobietami, czy mężczyznami.

Dziękuję za rozmowę.

  • Lubomira Szawdyn jest lekarzem psychiatrą, psychoterapeutką uzależnień i prekursorem lecznictwa odwykowego w Polsce. Wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Prowadzi prywatna praktykę.
Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s