Po co wybaczać?

Nie potrafię wybaczyć mu tego co się stało. Czuję, jak moja nienawiść rośnie z dnia na dzień. Myślę tylko o tym, użalając się nad sobą. Niby jestem wolna, ale ciągle jego osoba, tamto rozstanie ma duży wpływ na moje życie. Wprost je determinuje. Nie potrafię się od tego uwolnić. K, 39 lat

Nietzsche twierdził, że przebaczają ludzie słabi, wywodzący się z nizin społecznych i nie posiadający żadnej opcji, natomiast „mocni stają do wojny”. Jednak zdanie psychologów zajmujących się procesem wybaczania – jest całkowicie inne: sama chęć wybaczenia jest przejawem siły i mocy. Ostrzegają że ci, do których żywimy gniew, których obdarzamy całą swoją uwagą, skupiając się na ich osobie – zyskują w ten sposób kontrolę nad nami. Zajmują większość naszych myśli, wpływają na nasze relacje z innymi ludźmi.

Nosząc w sobie żal do kogoś, pozwalamy by w zależności od jego wielkości – stawał się częścią nas. Zraniona osoba początkowo nie jest w stanie pozostawić swojej krzywdy w przeszłości. Rozmyśla nad przyczynami tego, co się stało analizując sytuację w której poczuła się skrzywdzona, swoją reakcję, wyciąga wnioski. Po jakimś czasie zastanawia się, czy swoim postępowaniem nie sprowokowała takiej właśnie sytuacji. Wraz z gniewem występuje często pragnienie zemszczenia się i odpłacenia za krzywdę. Rodzą się fantazje na ten temat, widząc przyszłość, w której nie jest się już ofiarą, lecz mścicielem; pokonuje się swoją wrażliwość na zranienie oraz „chęć wybaczenia osobie, która zraniła”.

A przecież pielęgnując w sobie zapiekłą złość i urazę – ograniczamy nasz rozwój emocjonalny, ekspresję fizyczną – nie pozwalając w ten sposób sobie samym na normalne, szczęśliwe życie. Zawsze zadra w sercu będzie odzywała się  nie tylko w kontaktach z osobą, która nas skrzywdziła, ale także w sytuacjach, które będą nam o tamtym bolesnym wspomnieniu przypominać. Gdy zbyt długo zastanawiamy się nad tym, czy wybaczyć, najprawdopodobniej do tego nie dojdzie. Może za to dojść do prawdziwego uzależnienia się od zranienia – rozpamiętywanie krzywd staje się treścią życia i jego główną osią.

Narzucamy więc sobie ograniczenia, które karzą przede wszystkim nas samych i ludzi z naszego otoczenia całkowicie nie związanych z tamtym incydentem – natomiast rzadko mają wpływ na życie osoby, która taką burzę bólu wywołała. Tym bardziej, że najczęściej mając poczucie krzywdy – odsuwamy się od sprawcy bólu. Nasz żal, złość – nie dotyka jej więc bezpośrednio. Załóżmy, że po rozwodzie małżonkowie rozstający się w gniewie nie kontaktują się ze sobą, albo robią to sporadycznie. Kobieta, która odeszła do innego mężczyzny żyje szczęśliwie w nowym związku, wspominając rozwód jako nieprzyjemny incydent. Nie zdaje sobie sprawy, ze jej osoba całkowicie zniszczyła umiejętność życia jej byłego męża.

Kiedy ona układa sobie życie na nowo, on myśli nieustannie o krzywdzie, jaką mu wyrządziła, podsycając swoją nienawiść, nie pozwalając sobie na normalne funkcjonowanie – ani wśród znajomych, ani współpracowników. Jego świat pełen jest samych niewiernych żon i facetów, którzy na te żony polują. Nie jest w stanie wejść w jakąkolwiek relację z inną kobieta, nie uważając jej za kolejne wcielenie byłej żony. Oczywiście, że jest to niesprawiedliwe: nie dość, że kobieta zraniła go odchodząc, jednocześnie zabrała mu wiarę w ludzi i możliwość normalnego funkcjonowania. Jednak bez względu na to, co zrobiłaby teraz: przepraszała, próbowała się zbliżyć do niego jako przyjaciel, czy nawet zdecydowała na powrót – on nadal będzie chory. Zadra w sercu, żal, poczucie krzywdy nie znikną. Do momentu, kiedy dla własnego dobra nie spróbuje jej przebaczyć, równocześnie uwalniając się od widma jej osoby, które nieustannie wisi nad jego życiem.

Przebaczenie  jednak nie jest zapomnieniem, pobłażaniem, udawaniem, że nic się nie stało. Manifestowane na zewnątrz przebaczenie może być tylko wypartym naszym bólem – zaprzeczeniem własnych odczuć. Nie dojdzie  więc do przebaczenia, gdy w pewien sposób zapominamy krzywdę, która nas spotkała, minimalizujemy jej rozmiar, czy usprawiedliwiamy krzywdzącego, równocześnie godząc  się na działanie, które nas zraniło.

Przebaczenie, czyli wyzwolenie się od krzywdziciela dokonuje się przez pokonywanie niepokoju, lęku przed tą osobą. Będzie możliwe, gdy uzna się negatywny wpływ działania drugiej osoby lub jej postawy na nasze życie.

Jest jednym z najbardziej trudnych ludzkich przedsięwzięć, więc chyba Nietzsche nie miał racji – tylko osoby bardzo silne potrafią wybaczyć..

Polecam książkę Colina C. Tippinga „Radykalne wybaczanie”. Może ona pomoże Ci rozwiązać skutecznie ten problem.

Serdecznie pozdrawiam,
Majka Gordon

Reklamy
This entry was posted in Irenka.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s